W jeden z ostatnich weekendów przed epidemią, a może nawet już w trakcie, pojechaliśmy do teściowej, żeby zaopatrzyć ją chociaż na pewien czas. Udało się to szybko i sprawnie, bo supermarket niedaleko, więc zostało nam jeszcze trochę czasu na spacer. A jak spacer, to w stronę lasu… a jak las, to ptaku i zwierzaki, więc bierzemy aparat.
Pierwszy ptak okazał się metalowy i zbudowany przez człowieka. Nad Bydgoszczą latała sobie dwumiejscowa Cessna 150M, zapewne szkoleniowo, ponieważ wracała na niebo kilka razy w trakcie naszego spaceru, robiła kilka kółek i znikała (tak jakby do samolotu wsiadał nowy uczeń?).

Ptaki poza tym były, a jakże, tylko że spryszczały błyskawicznie (te mniejsze). Większe miały sobie spacerowiczów za nic i siedziały sobie na punktach obserwacyjnych godnie i spokojnie, w związku z czym można było pstrykać do woli. Na przykład wrony.

Po drodze przemknęła jeszcze jedna kocica, spiesząca dokądś w swoich sprawach, z obróżką, a więc zapewne wychodząca. Nie odpowiedziała na grzeczne „Dzień dobry”, nie odburknęła nawet ani nie odwróciła wzroku. No trudno.

Jak widać, na spacerze nie udało mi się ufotopolować nic specjalnie ekscytującego, albo nawet pospolitego, ale w ładnym ujęciu. Dlatego, nieusatysfakcjonowany, wybrałem się potem jeszcze raz w bezpośrednie pobliże domu – i odkryłem u sąsiadów dwie posesje dalej ogrodowy karmnik, nawiedzany przez stado sikor i dzwońca, którego już na Wyspie prezentowałem. Dlatego tym razem niebrzydka (chociaż niestety nieostra – zdjęcia robiłem przez siatki, gałęzie etc.) sikora bogatka na brzegu karmnika.

A potem udało mi się uchwycić bardzo fajną rzecz: na szczycie brzozy od frontu pojawiła się czwórka szpaków. Żałowałem tylko, że na zdjęciu nie słychać dźwięku, bo wyśpiewywały cudne trele (a nie pomyślałem, żeby nakręcić film; poza tym przy takim zbliżeniu z ręki obraz by tańczył). Ale samo zdjęcie też wygląda nieźle.

Jakby tego było mało, po chwili te trzy z lewej zapozowały do zdjęcia razem, na jednej gałązce. To zdjęcie zatytułowałem „Trzej Muszpakieterowie”!

Jakoś zaraz potem skończyły się spacerki gdziekolwiek. Pozostał mi własny balkon albo okno, zwłaszcza kuchenne, bo z niego mam niezły widok na podwórko. No i właśnie jak zaczęła kwitnąć śliwa japońska (a może to jaki inny krzew? Kto się zna, niech poprawi!), to pogoda uznała, że czas poprószyć śniegiem (dlatego światło na zdjęciu niespecjalne). Nic dziwnego, że siedzący na krzaku kos zgłupiał. Białe albo różowe kwiatki, biały śnieg leci na głowę…

Kiedy się wypogodziło, na krzak przyleciały wróble i zaczęły obskubywać kwiatki. Chyba je jadły? Jeden był szczególnie łapczywy.

Po dłuższym fotopolowaniu udało mi się zrobić zdjęcie wyjątkowo ruchliwej modraszce (znanej również jako sikora modra). Kręciła się po drzewie, przefruwała z miejsca na miejsce, ale kilka razy zdążyłem wycelować i wyostrzyć. Tyle że światło było nienadzwyczajne, ale za to ujęcie fajne, bo ptaszek zwisa z gałęzi głową na dół (nawet w Wikipedii opisano to jako typowe zachowanie – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Modraszka_zwyczajna#Zachowanie)

Na koniec na dach oficyny przyleciała para mew, które wydając niezwyczajne dla tego gatunku odgłosy (zapewne romantyczne) wzięły się za przygotowywanie do budowania gniazda na dachu oficyny w podwórzu. Miałem ambiwalentne odczucia: byłoby fajnie, gdyby je zbudowały, bo miałbym w zasięgu obiektywu gniazdo i mógłbym dokumentować wysiadywanie, wykluwanie, karmienie etc., ale z drugiej strony dach oficyny jest stosunkowo nisko i całkowicie w zasięgu okolicznych kotów wolnobytujących. Dlatego w sumie odetchnąłem z ulgą, kiedy mewy zrezygnowały z pomysłu i wyniosły się gdzie indziej. Zostało tylko zdjęcie.

I to tyle. Od czasu do czasu zachodzę kontrolnie do kuchni, czy coś ciekawego nie przyleciało, ale na razie nic się nie zdarzyło. A na spacery z aparatem nie ma szans, to by się mogło okazać dość kosztowne…




No to zapraszam na nowe, ptasie (w większości) pięterko.
Uwaga techniczna (zapewne do Mistrza Tetryka): jak wstawiam obrazki z biblioteki, to Word automatycznie daje im marginesy z lewej i z prawej w stosunku do szerokości tekstu. Czy to jest gdzieś ustawialne we właściwościach wpisu albo bloku (obrazkowego)?
Raczej nie… w definicjach klas. Na razie nie wiem, gdzie.
To nic istotnego, to, co widać, i tak jest OK.
Dzień dobry


Moje ukochane ptaszki
Nawet te nie do końca ostre są cudne. Dziękuję Mistrzu Q
Bardzo proszę. Cieszę się, że się podoba
A na spacer chętnie bym się wybrała

I tak zwykle wybieramy miejsca bezludne, więc możliwość zarażenia minimalna. Najgorzej, że pochmurno, tak więc i zdjęcia będą do kitu
A wracając do Twojej relacji…
Nie wiem dlaczego, ale szczególnie wróble, na wiosnę jedzą dużo młodych pędów. Zanim nie postawiłam im poidełka, zjadały moje sadzonki pomidorów i ogórków. Do gołej ziemi. Może tutaj było to samo?
O tej porze roku wróble zaczynają zakładać lęgi i widocznie czegoś w ich diecie brakuje… ptaki (tak jak i zwierzaki) same sobie są lekarzami i wiedzą czym się dokarmić, żeby te braki uzupełnić
Aha. Nie wiedziałem, to znaczy oczywiście brzmi to logicznie i prawdopodobnie (przecież mnóstwo innych zwierząt też to robi, więc dlaczego nie ptaki), ale jakoś nie zauważyłem dotychczas wróbli, stąd zdziwienie.
Znaczy to edukacyjna rola fotopolowań 🙂
Nie tylko edukacyjna, ale również relaksująca

Szukając odpowiedzi na swoje spostrzeżenia, niejasności, skupiamy się na czymś innym, niż problemy dnia codziennego
Relaksujące pięterko.Ogladając można zapomnieć o czarnych myślach.
Wielkie brawa dla pana Q
Dziękuję. Jak wyglądam przez okno w poszukiwaniu ptaków do sfotografowania, to też zapominam, może stąd taki efekt
Ja teraz słucham,ale nawet nie próbuję wypatrywać.Wole patrzeć na góry,a ptaków tylko słuchać.
Ba, jakbym miał góry…!
Góry to ja mam tylko w Stróży,mieszkam na blokowisku.
No ale masz możliwość przemieszczenia się do Stróży
Hm…pytanie jak długo jeszcze? Bo jednak muszę wyjechać z miasta ,a jednak na Zakopiance potrafią kontrolować.Jestem tylko ja i syn,tu z nikim się nie spotykamy,ale?
No przecież do lasu też nie wolno.
Słoneczno-popołudniowe dzień dobry:)
U nas na balkonie głównie brówelki:) więc miło przypomnieć sobie, jak wyglądają inne pierzaste.
Pozdrawiam:)
Dzień dobry, tutaj mewy w dwóch gatunkach (szare albo srebrzyste, nigdy nie wiem, oraz śmieszki), gołąby, wrony, kawki, sroki, wróbelki, sikory bogatki i rzadziej modre, jeden kos… Trochę tego tałatajstwa jest. No i jeszcze zanim nabyłem aparat, widywałem też jeszcze inne, ale z daleka i słabo, więc nie mam pojęcia, co to było. Może kwiczoły?
U was pewnie też bywa coś oprócz brówelków, tylko trochę dalej i mniej widoczne.
Dzień dobry, Quackie:)
Na górnym balkonie zasiadła w kąciku gołębiczka. Znamy się od zeszłego roku. Brudzi, ale nie mam sumienia jej przepędzać. Ostatecznie to potrwa dwa, góra, trzy miesiące, a rok ma dwanaście, więc zdążę się nacieszyć wysprzątanym balkonem:)
Ptaszęctwo we wszelkim rozmiarze i umaszczeniu mam przy letnim domu, w Lesie, nad Jeziorem. Nie fotografuję pierzaków, bo we własnym wykonaniu wolę literkowe środki przekazu:) Ewentualnie czasem któregoś opieszalca bohomaznę sobie i szybko chowam za ciężką, niemal nieprzesuwalną, zieloną komodę:)
Pozdrawiam:)
O, taki dom w Lesie, nad Jeziorem, to może być idealne miejsce!
A gołębie z balkonu niestety pędzę. Brudzą potwornie i jak się przyzwyczają, to potem człowiek się nie pozbędzie. Oraz kiedyś usuwałem gołębie truchło z gzymsu nad bramą. Nie chcecie znać szczegółów.
Dom nad jeziorem…eh.Plywanie przed śniadaniem,przez cały dzień,ach nocne pływanie…rozmarzylam się.
Dobry wieczór, Makówko:)
Tak, to idealne miejsce do pływania: jedenaście schodków w dół i pomost:)
Któregoś roku były takie upały, że mój Brat od razu po przebudzeniu zbiegał po tych schodkach i z końca pomostu skakał do Jeziora. A Tata potem musiał schodki naprawiać:)
A nocne pływanie wcale nie jest aż tak przyjemne, jak można by sądzić. To dzikie Jezioro, więc takie choćby wodorosty, przesuwające się po brzuszku niejednemu/niejednej napędziły już stracha:) Że o odgłosach czujnej Pani Natury nie wspomnę:)
Pozdrawiam:)
Przyjemność oczywiście, zależy… Od pogody, od fazy księżyca, od towarzystwa…
Bez najmniejszych wątpliwości, Tetryku, w towarzystwie boi się przyjemniej:)
Pozdrawiam:)
Tetryku!
Przyjemność nocnego pływania jest przyjemnością samą w sobie.
Pogoda owszem -nie lubię jak jest zimno, morsem nie jestem.
Faza księżyca-jak ładnie oświetla jest ciekawiej.
A co do towarzystwa hm…nie będę się wypowiadać, bo mogłabym się za bardzo rozmarzyć jakbym uruchomiła wyobraźnię.
Dobry wieczór Leno!
Uwielbiam nocne pływanie. Wodorostów się nie boję. Odgłosów czujnej Pani Natury -też nie.
Jestem pewna, że mając taki dom robiłabym tak jak Twój brat -prosto z łóżka do jeziora z samego rana.
W czasie wakacji na Majorce codziennie chodziłam pływać w nocy w morzu. Nie było to bezpieczne nie ze względu na morze (choć hm, może trochę też) co na powrót do hotelu. Nie było innej drogi jak przejście obok miejsc pełnych imprezujących, podpitych młodych ludzi.
Dużo czasu spędzam przy kuchennym oknie. Mam widok na karmniki i poidełko. Przynajmniej w okresie zimowym…
Ale dobrze, że mieszkają nie u nas
Do nas przychodzą tylko jeść 

Moje karmniki przyciągają nie tylko ptaszki, ale i całą masę różnych zwierzątek. Ostatnio pojawiła się mama-myszka ze swoimi dziećmi. Mysięta są malutkie i słodziutkie. Szkoda, że to szkodniki
Zaobserwowałam też, że szczurek, który nas odwiedza boi się tylko jednej wiewiórki. Wszystkie inne schodzą mu z drogi, ale ta jedna jest niesamowicie agresywna. Nie tylko goni szczurka, ale też ptaki i inne wiewiórki. Chce do jedzonka zasiadać sama. Czasami to aż śmieszne, bo goni jedną, a w tym czasie druga się pożywia, goni drugą, to ta pierwsza wraca i wcina ile wlezie. I w sumie ta agresywna jest głodna, a pozostałe się najedzą
Coś podobnego, że szczurek boi się akurat tylko jednej. I że rozpoznają się nawzajem.
Tu nie ma nic do rozpoznawania. Szczurek wygląda inaczej niż wiewiórka (chociaż oboje z rodziny gryzoni 😉 ), a wiewiór gania wszystkich bez wyjątku

Te starsze, które przychodziły wcześniej, już nie przychodzą. Może najadły się trutki, którą wykładaliśmy i popadały? Tylko ten jeden, mały, został…
Wydaje mi się, że ta jej agresywność spowodowana jest infekcją. Ponad tydzień rósł jej guz, aż zrobił się jak druga głowa (po lewej stronie szyi). Widać było, że jej to przeszkadza. Tarła tym guzem co i gdzie się dało. Wytarła w znacznym stopniu futro na nim. Aż w końcu pękł. Zrobiła jej się dziura i biała ropa waliła z niej równo. W tej chwili wygląda już niemal normalnie, ale nadal jest agresywna… może jej przejdzie jak wyzdrowieje do końca?
Wszystkie zwierzaki czują, że dana jednostka jest chora i tym bardziej omijają. Może dlatego z taką łatwością przeganiała wszystkich. Nikt nie chciał z nią kontaktu…
A szczurek jest młody i często ciężko wystraszony
Ej, ale Ty ich wszystkich znasz! To podaj jeszcze imiona, nazwiska, adresy i imiona rodziców!
Znam, bo się im często przyglądam, a każdy z ptaków, czy zwierzaków ma swoją cechę osobową. Są więc do rozróżnienia
Pełna podziwu dołączam do braw dla Miralki!
Ciekawe te Twoje obserwacje Miralko.
Matka Natura jest niezmiernie ciekawa, Makóweczko

Tylko najczęściej ludzie nie mają czasu i chęci jej obserwować.
A szkoda, bo wielu zachowań moglibyśmy się od zwierzaków nauczyć…
Przerwa.
Czy kocica nie była przypadkiem zapatrzona w jakiś skrzydlaty obiekt do upolowania? Minę ma zaciętą …
Trzej muszkieterowie natomiast przypozowali pięknie!
Przyznaję się bez bicia, że i ja posłuchałam dzisiaj ptasich treli. Pojechałam do apteki, a wewnętrzny gps wyprowadził mnie w góry. Wcześniej przeczytałam, że trafną wymówką wobec ewentualnej kontroli jest konieczność sprawdzenia, czy jestem na liście wyborczej…
Ooo, to piękne. „Panie władzo, ja tylko do apteki, tej na Skrzycznym”
Bingo! Z widokiem na Skrzyczne, ale też na ośnieżone jeszcze Pilsko
Chyba nie, truchtała skądś dokądś, ale tam nie było żadnego ptactwa na celowniku.
Dobry wieczór 🙂 Mój ulubiony Park Moczydło , na warszawskiej Woli ,został w nocy oplątany taśmami przez policję i tablice informują o zakazie wstępu . Osiedle Koło w którym znajduje się park , ma wiele luznej przestrzeni dobrze zagospodarowanej z kwietnikami , trawnikami , ławeczkami , które stykają się z parkiem i te obecne taśmy niczego nie zmieniają , a tylko zaśmiecają okolicę . Ale zakaz wstępu – to zakaz . Można tylko zakląć , co też uczyniłem .Dobranoc 🙂
Och. Spokojnej!
Niedaleko mojego domu jest stary cmentarz. Alejki, cisza, dużo drzew i ptaków – gdy dziecko było małe, tam się chadzało na spacery. Cmentarza chyba nie zamkną?
Chyba zamykają, tylko gdzie to ja czytałem?
Z ogłoszeń parafialnych:
Nasza parafia jest dobrze przygotowana na epidemię. Właśnie udało nam się dokupić 1,5 ha gruntu na powiększenie cmentarza parafialnego.
Ten cmentarz jest urokliwy i owszem, ale decyzją włodarzy królewskiego miasta lasy podobno pozostają dostępne.
Inaczej u mnie, wszystkie leśne parkingi otaśmowane, a na szlabanach paragrafy :(.
Też czytałam, że cmentarze również zamykają. Otwierają tylko na pogrzeb. W pogrzebie może uczestniczyć maksymalnie 5 osób.
Tutaj nie widziałam żadnych taśm dokoła parku. Ale też fakt, że nie jest to potrzebne. Do każdego z nich prowadzi droga ze szlabanem, zamykanym na noc. Bo po zmroku nikt nie ma prawa tam przebywać. Także wystarczy zamknąć szlaban (czy raczej go nie otworzyć) i już wiadomo, że wejść nie można…
Przypomniała mi się sytuacja w Arizonie gdy zeszłyśmy z Ewą do samochodu i zobaczyłyśmy zamknięty szlaban uniemożliwiający nam wyjazd i powrót do domu.
Opowiadałam już o tym na Wyspie?
Wy się zbieracie do spania, a ja gotuję obiad
Jednak te 7 godzin różnicy to dużo…
Obiad? Dobry obiad jest dobry o każdej porze!
Nie wiem czy taki dobry? Zwykłe gałuszki w sosie grzybowym z kaszą gryczaną i surówką z kiszonej kapusty (własnego kiszenia)

To zależy kto co lubi…
A co to są gałuszki? Bo resztę lubię…
Gałuszki to takie małe kotleciki mielone. W panierce z mąki, a nie z bułki tartej. Podsmażone. Dochodzą w sosie, także w środku surowe nie są. Sos przygotowałam wcześniej, bo gałuszkom dużo nie trzeba
To ja lubię WSZYSTKO! I gałuszki i sos i kaszę gryczaną i surówkę z kiszonej kapusty.
Yyyy. No i teraz muszę coś wtrząchnąć!
Łoj. Ja dzisiaj nie jadłam obiadu, gdyż w chatce nadal nie można korzystać z wody (jak pisałam był czyszczony zbiornik i teraz jest zalany chloraminą).
Więc jakieś kanapki, jajka na twardo, kabanos, sałatka.
To teraz co mam jeść? Obiad? Podwieczorek? Kolację?
PODKUREK! Taka jest oficjalna nazwa posiłku o tej porze.
Chyba niechcący narobiłam Wam apetytu

Jeszcze sporo zostało… szkoda, że mieszkacie tak daleko, bobym Wam podrzuciła chociaż trochę
Dzięki panie Q !
Zanim kur zacznie piać mam dużo czasu na obżeranie się!
Aaa… jakoś przełknę ślinkę
Tym razem z Miralką pisałyśmy równocześnie 23:44.
Miralko poproszę malutką porcję na makówczyny podkurek !
Pamiętam z „Potopu”, że pan Onufry Zagłoba często o podkurku mówił
Chętnie bym Ci, Makóweczko podesłała, tylko nie bardzo wiem jak…


W sumie, jak teraz często jestem w domu, to gotuję codziennie i to różne rzeczy. Trochę się nasze zamrażarki opróżnią
To chyba jedyna pozytywna rzecz z tego siedzenia w domu
Wróciłam. Jestem w Krakowie, w domu, w łóżku.
Do kina albo teatru już chyba dzisiaj nie zdążę…
Wyspa dziś była wyjątkowo (jak na ostatnie czasy) rozgadana.
Część rozmów mi umknęła, bo byłam w tym czasie zajęta pracami ogrodowymi.
Poskakałam więc trochę po schodkach i wlepiłam swoje „makówczyne trzy grosze”.
A teraz idę spać, Dobranoc Wyspo!
Nasi sąsiedzi zza płotu (od ogródka) zrobili imprezę w garażu…



Czy myślą, że jak nie w domu, to są bezpieczni?
Właśnie przez takich „niefrasobliwych” wirus może się rozprzestrzeniać bez przeszkód
Bez imprez też można żyć… o ile się żyje…
Nawet w domu, przy zamkniętych oknach, ich słychać… co ci ludzie mają w głowach
Próbowałam znaleźć gdzie Ukratek podpowiadał jak zmniejszać zdjęcia i (kurde) nie znalazłam

Mam tylko skromną nadzieję, że ktoś mi to zrobi…
Może powinnam sobie to gdzieś zapisać i nie musiałabym szukać?
Między alt=”” i końcowe symbole /> trzeba wsadzić coś na temat szerokości – width=540 – bo ta liczba oznacza szerokość obrazka w pikselach. Możesz kliknąć „Edytuj” i zobaczyć, jak to wygląda w kodzie.
Dzięki, Mistrzu Q

Zapiszę sobie na karteczce, to będę miała pod ręką w przyszłości. Tak w razie czego…
Chciałam pokazać jeszcze kilka ptaszków z moich karmników, ale w sumie to pięterko Mistrza Q… więc sobie daruję
Ależ nie krępuj się!
Dzień dobry! Ok. 11.00 mam zdalne spotkanie, ale do tej pory pobędę.
Witajcie!
W obecnym czasie przynajmniej weekendy można poświęcić w całości na regenerowanie sił…
I tak oto niektórzy się przyzwyczajają, a nawet powoli „polubią” obecną sytuację izolacji?
Jest różnica między ograniczoną izolacją z wyboru, a izolacją pod groźbą 30000 grzywny…
I jeszcze groźbą zachorowania lub zarażenia kogoś.
Ok. Już
Lepiej porozmawiać o ptaszkach, wiewiórkach albo…nocnym pływaniu w jeziorze/morzu…
No to już po spotkaniu. Bardzo przyjemne 🙂
Bardzo słoneczne dzień dobry:)
Dzień dobry, słońce i tutaj.
Witaj słonecznie!
Tu też słońce.
Dzień dobry

Trochę się wypogadza, więc może spróbujemy się gdzieś wybrać… może do jakiegoś parku? O ile nie będą zamknięte…
Koniecznie. I zazdraszczam (o ile nie będą).
Słońce w Polsce, słońce w USA Wyspa poszła się opalać?
Tajess!

Jeszcze zróbmy wirtualne ognisko z kiełbaskami,grzańcem i śpiewami przy gitarze…
Oj. No ognisko to trzeba czuć ciepło i zapach…
Grymasisz…
Napij się, może poczujesz i ciepło i zapach.

I przerwa.
A my spędziliśmy pół dnia na łażeniu po parku
Co prawda ten „nasz”, w Zion, był zamknięty, ale najpierw zajrzeliśmy do Van Patten Forest Preserve (po drodze) 

Obeszliśmy dokoła pół jeziora. Do przesmyku, przeszliśmy mostek i doszliśmy na parking. Było cudnie
A mogę się jeszcze pochwalić, że spotkaliśmy nowy gatunek kaczki
Nie kwakały w locie… nawet trudno mi określić dźwięk, który wydawały… 


Po powrocie do domu znalazłam co to jest. Po angielsku to się nazywa American Wigeon, a po polsku świstun amerykański.
Cieszę się, że mi kolekcja ptasia się powiększa. Tym bardziej, że trafiamy na ptaki, które tu nie mieszkają, a są jedynie przelotem
Witajcie!
Z rozlicznych dyscyplin sportowych pozostał nam pilotaż…
Dzień dobry! Nowy dzień, nowe zlecenie!
Słoneczne witajcie!
„…się dzieje…”
(Czemu ja im nic nie wierzę? Choć wolałabym mieć zaufanie).
Ta partia szachów byłaby ciekawa, gdyby to był film, a nie rzeczywistość, która nas też dotyczy. Byłaby ciekawa gdyby była rozgrywana według jasnych zasad z przestrzeganiem reguł gry.
Pracusiowe dzień dobry:)
Miałam wprawdzie tylko leżeć i pachnieć, ale już mi bokiem wyłaziło, więc sobie trochę potargałam. To i owo, a przy okazji fryzurę i odzienie:)
Pozdrawiam:)
Hej, Leno! Czyżbyś zwróciła się w stronę mody na potargane dżinsy?
Witaj, Tetryku:)
Lubię dżinsy w każdej postaci, tej potarganej (w granicach rozsądku) -także.
Ale dziś zajęłam się targaniem mebli:)
Pozdrawiam:)
Targanie mebli?
Dobry wieczór, Makówko:)
A może to było traganie…
🙂
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór Leno!
Traganie od tragarz? Czy targanie?
A zresztą ja się nie znam…
To ja dziś tylko byłam tragarzem dla zakupów. Choć dziecko kolejnego smsa przysłało, że on może zrobić zakupy, żebyśmy się nie narażali.
Chyba dopiero teraz do niego dotarło, że jego rodzice są starzy skoro wg. daty urodzenia do takiej grupy są zaliczani. Ja mu się nie dziwię -tata śmiga na rowerze lub w góry z plecakiem, mama -na nartach…
Targanie od targarz?
Nie, Makówko, chodziło mi o traganie od tragarz właśnie:)
Nie było to klasyczne unoszenie i przenoszenie, raczej przeciąganie w zrywach i pomstowanie, gdy zryw się kończył:)
Nie wiem, czy teraz jest w domu piękniej, ale na pewno ciekawiej. Będzie. Szczególnie po ciemku:)
Pozdrawiam:)
Tragarz wytargał wór dragów na targ… 😉
Tragedia na targu – dragi z traganka:)
Takich w japońskim stylu? Z papieru?
Niefajrant i przerwa.
Przed chwilą , w jednej ze stacji TV oświadczenie : Praca jest najważniejsza ! Może wreszcie dotrze do władzy ta prawda , bo szykuje nam się prawie koniec świata i to przez jakiegoś koronowanego wirusa , tfu – wróć :kolanowego wirusa z Żoliborza !
Kochani, niefajrant, ponieważ gdyż coś się dzisiaj porobiło z czasem, że nie zdążyłem. Więc będę kończył, a jednocześnie zezował (rozbieżnie) na Wyspę.
No, żeż bulwa i nać! Skończone na dzisiaj.
Taaa, wszyscy dietetycy kierują naszą uwagę na warzywa!
No popatrz, dzisiaj przez cały dzień jem jarsko, o dziwo. Może coś w tym jest?
Umykam, może jutro wyrobię się z pracą jakoś rozsądnie?
Dobranoc Wyspo!
(247…a tak sobie policzyłam przed snem)
Witajcie!
Słoneczko się uśmiecha, smog powoli połykamy – jest coraz lepiej! 🙂
Dzień dobry, czy ja coś wspominałem o wyrobieniu się z pracą?
Chcesz powiedzieć, że dziś JUŻ się wyrobiłeś?
Poezja już tu nie mieszka… – ale na szczęście bywa. Od spacerów z ptakami w tle do lirycznej pochwały ptaków – zapraszam na nowe pięterko 🙂
Co do samej Wyspy, to akurat przekonany jestem, że poezja ma tu swój malutki pokoik i pomieszkuje dość często 🙂