E l e g i a
Żandarmom Republiki
Więc odjeżdżasz, oszuście, słodki szarlatanie,
któryś kochał alkohol, cygara i czaple,
któryś był taumaturga, bufon i hochsztapler,
odjeżdżasz, a więc jedźże na karku złamanie!
Ach, znamy, dobrze znamy twoje promenady
od „Kresow” do „Ziemianskiej”, z „Ziemiańskiej” do „Kresów”,
dżdżyste rajdy autami z córkami mechesów,
noce w mrocznych winiarniach, komersze i szpady.
Faktycznie, pamiętamy „noce infernalne”
i „Poemat o piekle”, i liścik Lechonia,
twoje usta za duże, spalone przez koniak
i przez miłości słotne, a fenomenalne.
O, poeto najsłodszy, hodujący kwiatki,
robiący tricki lepsze niż święty Franciszek,
pustkę serca wyleczył ci pełny kieliszek
i krawat, w którym lśniła duża łza twej matki.
A kiedy przychodziły noce niepogody,
po Nalewkach się błąkał twój kabriolet stary,
noc zmieniała się w strofy, a strofy w dolary…
hélas! strofy są zawsze, honoraria — w środy.
I takeś, o Konstanty, gwizdał po Warszawie,
jak jakiś wzniosły Rilke albo zgoła Irzek;
prawie co noc w „Empirze” grywałeś na lirze,
rachunki dobrzy ludzie płacili łaskawie.
Ale wszystko się kończy i odjeżdżasz oto,
łzy Eleonory zmieszały się z deszczem,
odjeżdżasz… never, never! Zostań chwilę jeszcze,
lubiła cię hołota, więc zostań z hołotą.
O pociągu jesienny. Jadący w szarugę,
o, koła, roztrzęsione strachem i malarią!
Kochałem cię naprawdę, Stanisławie Mario,
a ty szaleństwa moje i moją papugę.
KIG, 1926




Rok powstania, a także dedykacja tego wiersza kojarzy mi się z przewrotem majowym. Może ktoś bardziej biegły w życiorysie mistrza poprawi moje domniemania?
Przewrotem majowym?
Sama nie wiem, czy cieszyć się, czy bać, czy uznać Twój wpis za proroczy, czy tylko , „bo mamy na Wyspie rok KIG a”.
Pokłony i podziękowania dla Ciebie Tetryku za zamieszczenie tego tak bardzo pasującego do obecnej sytuacji wiersza.
Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że na Prima aprilisowy wiersz pasowałoby coś żartobliwego.
Dziś jakoś nikomu do żartów.
Jedyny żart, jaki widziałam to wpis Macieja Stuhra, w którym oświadczył, że postanowił głosować na Andrzeja Dudę.
Wpis, w którym w sposób dość przewrotny uzasadnia swój „nowy wybór”.
W proroctwa się nie bawię. Zbyt wiele pesymistycznych się sprawdza, zbyt wiele świetlistych nie trafia…
Rzeczywistość przerosła proroctwa?
Optymistów brakuje, wszyscy zaczynają się pytać jak dalece będzie jeszcze gorzej?
Panie Q coś podejrzewam, że Tetryk zapalił lampkę, zadał pytanie i …
poszedł spać.
Zostałam ja, Lord (w krzakach? czy wyjrzy?)i może jeszcze ktoś?
Ale ze mnie kiepski rozmówca dziś…
A mnie dzisiaj dla odmiany oczy dały spokój, za to kark się odzywa – karcąco! Więc też pewnie nie posiedzę. Ale jeszcze chwilę tak.
W ogóle cały dzień był taki, od porannej wyprawy do Rossmanna, że jak tylko siadałem, żeby popracować, od razu zjawiał się ktoś z czymś niecierpiącym zwłoki.
Więc może ten kark to z napięcia i irytacji?
Napięcia, irytacji i stresu.
Mnie dziś boli głowa, ale raczej to stres przed jutrzejszym dniem albo …coś mnie bierze. Albo? Jedno i drugie.
Narzekałam, że jest mi źle to jutro się okaże, że może być jeszcze gorzej!
Udało mi się bodaj zrobić jedną pożyteczną rzecz -opisać wątek Herberta, AK, KKW i wyjazdu ze Lwowa.
Dobranoc!
Nawzajem. Spokojnej.
Dzień dobry




Sama nie wiem co napisać… tym bardziej, że przecież polityki nie ruszamy (a przynajmniej staramy się tego nie robić)
Ogólnie rzecz biorąc, mój optymizm trochę podupada
Zaczynam wszystko czarno widzieć, a nie jest to miłe… więc może lepiej zamilknę…
Mam tylko nadzieję, że jutro zaświeci słońce i dzisiejsze zmory przegoni… i tego się będę trzymać
Niestety, mnie to też dotyka (czarnowidztwo). Ale cóż, może też w jakimś sensie stoicyzm? Że na te czarne wizje niewiele da się poradzić?
Znalazłam na internecie… może choć jedna osoba się uśmiechnie…

„Bądźcie ostrożni, bo ludzie wariują z powodu zamknięcia w domach!
Właśnie rozmawiałam o tym z kuchenką mikrofalową i tosterem podczas wieczornej kawy i wszyscy zgodziliśmy się, że sprawy idą w złym kierunku. Nic nie mówiłam pralce, ponieważ wszystko przekręci, a już na pewno nie lodówce, bo jest zimna i zachowuje dystans. W końcu żelazko mnie uspokoiło, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, żadna sytuacja nie jest taka zła i wszystko da się wyprostować.”
Dobre!
Choć dziś to się nawet śmiać nie potrafię.
Witajcie!
Ukratek tak ma, Ukratek chadza spać!
Dzień dobry wszystkim! Pogoda taka sobie.
Wczoraj wziąłem taką ziołową tableteczkę na lepsze spanie i efekt jest taki, że dzisiaj o tej porze muszę się dopiero obudzić.
Witajcie!
Hej hej!
Lekcja cierpliwości i pokory -dziś od rana.
Postaram się suche fakty, bez emocji.
23 marca -kontrolny MR. Na 9 kwietnia wyznaczona kontrola. Pytam więc telefonicznie -czy wynik już jest opisany?
Jest.
Czy jest możliwa konsultacja telefoniczna?
Tak.
Mogę dziś?
Nie .9 kwietnia.
Mogę się dowiedzieć bodaj ostatnie zdanie -czy guz urósł?
Nie. To tylko lekarz.
A może być dziś ta konsultacja telefoniczna (prowadząca mnie pani doktor w Przychodni przyszpitalnej przyjmuje tylko w czwartki).
Nie- 9 kwietnia.
Bodaj tyle, że panie są miłe i „wykazują zrozumienie”.
Dochodzi siódma, więc czas karmić moje pierzaste, a potem siebie


No i brać się za coś, bo przecież nie spędzę przed kompem całego dnia! Chyba bym odcisków na zadku dostała
Miłego dnia Wam życzę
Pomimo wszelkich przeciwności i problemów…
Nie rozpędzaj się z tą robotą , bo wpadniesz w nałóg charakterystyczny dla Braci Starszych w wierze . Pyta Dyrektor : Powiedzcie mi proszę , jak to się dzieje , że z pana rachunków wynika , że pracuje pan 26 godzin na dobę ? Panie dyrektorze , bo ja po prostu wstaję dwie godziny wcześniej …
Ja się nie rozpędzam, Maksiu! Ja się hamuję

Wstałam o 4, kiedy jeszcze było ciemno i coś do pioruna muszę robić!!! Do Braci mi jeszcze brakuje, chociaż… też wstaję wcześnie…
Oooo, to tak jak w tej firmie, co do niej przyszedł kandydat na nowego pracownika, 25-latek legitymujący się 30 latami stażu. I na pytanie zdziwionego kadrowca, jak to możliwe, odpowiedział właśnie „Wstawałem wcześniej!”.
A ja mam czas odwyku: zostawiłem w pracy telefon…
Widać w domu telefon Ci niepotrzebny…
Nie bij, nie bij…żartowałam!
Ileś tam wykonanych telefonów od samego rana. Jak pisałam udało mi się uzyskać nr telefonu do gabinetu pani doktor.
Najpierw przez dużą część dnia nikt nie odbiera. W końcu ktoś się odezwał „pani doktor nie ma, jest w Przychodni „.Potem ten znany mi tekst „9 kwietnia poinformujemy panią czy ma pani przyjść czy wystarczy konsultacja telefoniczna”.
Nawijam uparcie dalej -w końcu pani zapisuje moje nazwisko i informuje, że pani doktor do mnie oddzwoni.
I wiecie co? ODDZWONIŁA!
Przywitałam ją radosnym okrzykiem „Ach to pani ! Jak ja się cieszę! Dziękuję!”
Już mnie chciała zbyć „Ale pani jest na 9 kwietnia, ja nawet nie wiem, czy pani wynik już jest opisany”.
„Ale ja wiem, jest opisany!”. Teraz pani doktor już wie, że ma do czynienia z wyjątkowo upartym upierdliwcem , więc wchodzi w system i czyta wniosek końcowy: „STABILIZACJA GUZA”.
„Jak sytuacja epidemiologiczna się uspokoi proszę dzwonić i wtedy uzgodnimy termin wizyty lekarskiej. Natomiast 9 kwietnia proszę nie przyjeżdżać.”
Ok, rozpisałam się , przepraszam już nie będę nadużywać Wyspy jako Kotwicy.
Nareszcie jakaś dobra wieść!
No to radosna wiadomość!!! W tym natłoku tragicznych wieści, to jak iskierka w mroku

Nie mówiłam Ci, żeby się nie poddawać i walczyć?!!!
Pomału niemal wszystkie Twoje problemy się rozpłyną, jak mgła poranna i tylko tego Ci życzę
Fajrant i przerwa.
Miłej nocki życzę, korzystając z chwilowej łaskawości internetu.
Pozdrawiam:)
Ktoś jeszcze jest na Wyspie?
Czy już mam grzecznie powiedzieć DOBRANOC! ?
Witajcie!
Zaczynamy dzienną zmianę? Oby na lepsze…
Dzień dobry, jestem dopiero teraz. Załatwiałem zakupy w 3 czy 4 miejscach (na szczęście wszystko względnie niedaleko), a po powrocie jeszcze parę innych spraw, na telefon między innymi.
Paradoksalnie, jak dzisiaj mam dzień przerwy w pracy, to mam mniej czasu, bo mam tę przerwę w pracy oficjalnie, a w związku z tym robię w domu na bieżąco to, co zwykle robię przed pracą albo po pracy.
A co do mniejszej frekwencji na Wyspie to nie wiem, jak u Was, ale u mnie epidemia skomplikowała życie – mniej wychodzenia (czy też symbolicznie, co drugi, co trzeci dzień na zakupy), ale przez to więcej roboty przy telefonie i komputerze – to, co przedtem załatwiało się osobiście, teraz zdalnie, a więc: na infolinię trzeba zadzwonić, odczekać swoje w kolejce. Dokumenty wydrukować, podpisać, zeskanować, wysłać z powrotem. I tak dalej. Niby to wszystko łatwiej, bo w domu, ale czas leci (poza Wyspą).
Innymi słowy, radzisz sobie całkiem dobrze panie Q.
Lizanie poręczy w autobusach Ci nie grozi.
O sobie pisać nie będę, bo dla każdego, kto wie jak ja codziennie gdzieś biegałam (do tej pory) odpowiedź jest oczywista.
No nie wiem, diabeł kryje się w szczegółach
Wszystkie te sytuacje są okazją do nieporozumień: przy komputerze, w kuchni i jeszcze paru miejscach, przede wszystkim z małżonką. Napięcie w sumie narasta i im rzadziej wchodzimy w jakąkolwiek interakcję, tym lepiej. Więc nie wiem, czy faktycznie sobie radzę.
To znaczy większość tych spraw jest załatwiana, ale jakim kosztem?
No właśnie panie Q ta sytuacja wyostrza to co jest-albo integruje, albo…
Ja z mężem raczej staram się unikać przebywania w jednym pomieszczeniu, bo dwie poirytowane osoby raczej nie wchodzą w miłe interakcje jak to ładnie nazwałeś.
Trochę sobie radzę uciekając do …Lwowa.
Mnie niewiele opcji pozostaje, bo „uciekanie” dokądkolwiek też jest powodem pretensji.
Pozostaje Wyspa…jako Kotwica?
Zaczynam doceniać fakt, że w moim pokoju mogę sobie uciekać gdzie chcę i jak chcę.
Tylko kiepsko znoszę jako jedyne swoje własne towarzystwo.
Dzień dobry, więcej wolnego czasu spędzanego w domu jest pozorne. I tak np. 4,5 godz. zajęło mi zawieszenie działalności firmy drogą internetową. W urzędzie zajmuje to jakieś 10 minut – itd. itp. Rozumiem więc Quackiego borykającego się z życiem online
A dalej… to czas podarowany na zajęcia wciąż odkładane i oddaję się im z przyjemnością.
No więc właśnie. Uproszczenie jest o tyle, że się nie wychodzi z domu, a poza tym – jest to pogmatwanie.
Choć wszystko zależy od odległości tzn. ile czasu zajęłoby dotarcie do danego miejsca.
Mnie wczoraj parę godzin zajęło wysłuchiwanie „jesteś 12 w kolejce, czas oczekiwania…”i takie odbijanie się od jednego numeru do drugiego.
W sumie jednak dojazd do Gliwic + parę godzin w kolejce + powrót do Krakowa -zajęłoby zdecydowanie więcej czasu. Jednak nie o czas tu tylko chodzi, ale o to, że jednak konsultacja telefoniczna to nie to samo co badanie lekarskie.
Są tacy co mówią, że ta epidemia nauczy ludzkość załatwiania wielu spraw online.
Jak to jednak wpłynie na bezrobocie oraz więzi międzyludzkie? Czy staniemy się społeczeństwami zamkniętymi w swoich domach przed komputerami? Zamiast kontaktów towarzyskich -skype? Zamiast wycieczki w góry -film przyrodniczy?
Myślę, że wiele zależy od temperamentu i potrzeb. Po epidemii kto woli przyrodę w bezpiecznej odległości, wybierze film przyrodniczy, ale i wybierał go przedtem, tak samo jak odwrotna sytuacja.
W samej rzeczy! Chociaż tv i internet przetrwają, natomiast kultura i turystyka (i trudno skupiać się na własnym nosie, gdy dowiaduję się od znajomych o stopniu załamania rynku), na ile uchronią się przed plajtą – długo będą składały połamane skrzydła. Wsparcie tarczą brzmi pięknie, ale jest jedynie atrapą.
Dziś wypróbujemy spotkanie chórku online… ciekawe, co nam wyjdzie!
Gdybyż tak wszystkie aktywności Stowarzyszenia się tak dało…
Wszystkie inne aktywności życiowe…Eh!
Pomyślnej synchronizacji!
Jasne, że wyjdzie 🙂 Łączymy się tak w „kółku zainteresowań” niemal od początku domowego aresztu.
Się nie ma co się lubi, to i taka formę spotkań można polubić.
Wychodzi!
Pięknie 🙂
A ja na przerwę.
Brawa dla Organizatora!
(no tego co się pochwalił, że wychodzi)
Rzeczywistość poluzowała jakby. Po przerwie. Za chwilę wracam, mam nadzieję z dobranocką.
Mistrzu Tetryku, niniejszym raportuję, że szańce stoją, powtarzam, szańce stoją od tej strony, co trzeba!
Wróciliśmy do tematu Kościuszki!
Sugerujesz, że powinienem postawić kosy na sztorc?!
I kosy, i szpaki!
Ha, szpaki.
To może zrobię jakieś skromne ptasie pięterko, po rocznicowym?
Super!
To już 140 komentarz.
Ptaszki zawsze poprawiają nastrój.
Coś mi się wydaje, że w czasach Kościuszki nie było informatyków.
O ile dobrze domniemywam, o co chodzi w tym dialogu Mistrzów.
Niemniej zasłynął on w Ameryce jako mistrz budowy szańców…
Wróciłam. Wczoraj byłam w kinie na filmie pt. „Sala samobójców”.
Wczorajszy film nie nastroił mnie optymistycznie, więc dziś potrzebowałam się trochę pośmiać.
Poszłam więc do teatru na sztukę pt. „Ludzie i anioły”.
W obu przypadkach miałam blisko do domu. Jednak stęskniłam się już za tym wracaniem z dwoma przesiadkami i marznięciem na przystankach autobusowych.
A ja obejrzałem „Pewnego razu w Hollywood”. Długie (2,5 h), o Hollywood, dla Hollywood, nakręcone przez Hollywood, ale ma swoje smaczki. Nie tylko w postaci Polańskiego.
Postanowiłam codziennie wieczorem iść do kina albo teatru.
Dzisiejsza sztuka była i do śmiechu i do refleksji.
Mam taką propozycję -polecajmy sobie coś wartego obejrzenia, co Wy na to?
Kiedyś na Wyspie bywały recenzje jako osobny wpis, ale może bodaj jako komentarz ?
Słuszna koncepcja!
Jak ktoś coś poleci, ktoś inny to również obejrzy to mógłby być temat do „wymiany myśli?”.
To kiedy będą te ptaszki panie Q?
Juutro. Dzisiaj już jestem trochę zmęczony… przerwą w pracy. Hehe.
Już jest jutro, ale oczywiście rozumiem …zanim wstanę pewnie już będą fruwać….
Hm. No niestety nie. Później.
Ależ ja jem śniadanie około południa. Ale może być i do kolacji.
Godzina 01:04
Tetryk tak się rozśpiewał, że jeszcze nie śpi ?
Czy też tak się zmęczył śpiewaniem, że zapomniał o lampce i dawno już chrapie?
Umykam.
Ja też!
(bez lampki? bez lampki! auuuu)
Dzień dobry
Ostatnio wymyśliłam, że trzeba odsunąć meble i za nimi też posprzątać
Lodówki nie dałam rady ruszyć z miejsca… zrobił to małżonek (po pracy). Sporo kurzu za nią było… wsuwając na miejsce coś tam przerwał i woda z maszynki do lodu zaczęła nam kapać do piwnicy. Dobrze, że w tej gospodarczej części, bo tam jest betonowa podłoga, jedynie pomalowana szarą farbą, nic jej nie będzie 


Mając wolne, mam napady
No i dziś po pracy wziął się za naprawę… stuka, puka, wierci nowe dziury. Stwierdził, że to co było zrobione, to partacka robota i on zrobi to od początku i porządnie
Ciekawe tylko ile to czasu będzie trwało
Z niecierpliwością czekam na pięterko Mistrza Q.

Ptaki, to wiadomo czyj konik
Wygląda na to Miralko, że zrobił się ogólnowyspowy.
I to mnie cieszy, Makóweczko…
No i małżonek zrobił ten dopływ do zamrażarki


Wysłuchałam cierpliwie. Grunt, że działa!!! 
A już się nastawiłam, że nie będzie robiło lodu sporo czasu… ostatecznie bez lodu wiosną można żyć
Wyraziłam szczery podziw dla zdolności małżonka
Coś mi tam tłumaczył, ale nie znam się na tym więc powtórzyć nie potrafię
A tak w ogóle, to zrobiło się niesamowicie ciepło. Dziś było (w dzień) coś około 20C. Toż to dopiero początek kwietnia!!!
Pewnie znowu przyjdą przymrozki… może za tydzień?
Dzień dobry, dopiero wstałem. Zaraz pomyślę nad obiecanym pięterkiem.
Witajcie!

Przyznaję rację Quackowi: czasem warto jest trochę pospać!
Prawda? Że sparafrazuję piosenkę z kabaretu Olgi Lipińskiej (tekst Jiri Suchy w przekł. Andrzeja Jareckiego)
„Kto dobrze pośpi, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać!”
Zapraszam na nowe pięterko, w przeważającej części ptasie.